piątek, 14 września 2012

[27] - " Co z twoją matką, Harry?", albo " Czy Cassie to twoja dziewczyna?" raz nawet jakaś reporterka wykrzyknęła: " Czy spałeś z Cassie?".

Cassie...
  Simon nakazał Zaynowi wracać natychmiast do łóżka, a Mi przypilnować chłopaka. Gdy para znikła za zakrętem, zwrócił się do Harry`ego z pytaniem czy da radę śpiewać. Chłopak przez chwilę nie odpowiadał, stojąc ze zmarszczonym czołem i zagryzioną wargą. Mentor chyba odebrał to jako "nie", gdyż poprosił mnie na stronę. Tam dał mi swoje kluczyki i powiedział, bym przez ten wieczór opiekowała się Harrym. On wraz z resztą chłopaków mieli pojechać na próbę. Zgodziłam się, zdziwiona, że ufał mi do tego stopnia by pożyczyć swój samochód [ choć zresztą miałam go mu ukraść? I gdzie bym chowała, w rowie? ]. Schowałam klucze do kieszeni i razem z Simonem dołączyłam do chłopaków. 
  Wychodząc ze szpitala oślepił mnie blask fleszy. Cofnęłam się do tyłu wpadając na Simona. Ten tylko uśmiechnął się do mnie pocieszająco i popchnął do przodu. Lou, Liam i Niall dzielnie parli przez tłum fanek i fotoreporterów, a Harry zakładał na głowę czapkę i kaptur. Na pewno nie chciał by ktokolwiek zobaczył go zapłakanego. Ścisnęłam go za rękę w pocieszającym geście, uśmiechając się lekko. Chłopak odwzajemnił uśmiech i zaczął ciągnąć mnie przez tłum fotoreporterów. 
  Wszędzie padały pytania typu: " Co z twoją matką, Harry?", albo " Czy Cassie to twoja dziewczyna?" raz nawet jakaś reporterka wykrzyknęła: " Czy spałeś z Cassie?". Miałam ochotę iść i powiedzieć jej co sądzę o niej i takich pytaniach, ale zabrakło mi odwagi. Gdziekolwiek spojrzałam ludzie robili mi zdjęcia, a flesze oślepiały. Wreszcie dotarliśmy do samochodu, a Harry, z racji mojego oszołomienia, wyciągnął mi z kieszeni klucze. Wepchnął mnie na siedzenie pasażera, sam siadając na fotelu kierowcy.
  - Ja powinnam kierować... - wydukałam. 
  Harry wskazał na tłum przed naszym autem.
  - Naprawdę chcesz wyjść po to by zamienić się miejscem? - zapytał, a ja od razu pokręciłam głową. - Właśnie. 
  Chłopak odpalił silnik i nacisnął lekko pedał gazu. Fotoreporterzy natychmiast odskoczyli w tył, pozostawiając nam wolną drogę. Z czego natychmiast skorzystaliśmy. 
  - O Boże.. - westchnęłam, opadając na siedzenie. - Istne szaleństwo! 
  Harry kiwnął głową.
  - Cena sławy - odparł przygnębiony. 
  Spojrzałam na niego smutno. Chciałam go jakoś pocieszyć, cokolwiek... Ale nie umiałam. Zapytałam więc: 
  - Co z występem? 
  Loczek wzruszył ramionami. 
  - Nic. Wystąpimy. Musimy. Zayn, jak widzisz świetnie się trzyma.. 
 Uśmiechnęłam się, przypominając scenę na korytarzu. Mia działała na niego jak napój energetyczny. 
 Przez chwile jechaliśmy w ciszy. Zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć, jak się zachować... Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.. 
  - Przykro mi.. - rzekłam w końcu. Harry uśmiechnął sie tylko lekko, kiwając głową. 
  - Wiem. Każdemu jest. - odparł, jakby z kpiną. 
  Nagle samochód stanął, a ja uświadomiłam sobie, że dojechaliśmy na miejsce. Gdy tylko wyjrzałam przez okno, myślałam, że szlag mnie trafi. Było tu dwa razy więcej reporterów niż wcześniej. Od razu oblegli samochód, tak, że bałam się otworzyć drzwi. Dopiero Harry wyciągnął mnie z auta i wepchnął do domu. Czułam się kompletnie zagubiona. Gdziekolwiek spojrzałam błyszczały flesze, w głowie szumiało mi od ilości pytań. Spuściłam głowę, pozwalając by włosy zakryły mi twarz. Odetchnęłam z ulgą, kiedy Harry zatrzasnął drzwi, zamykając je na zamek. Przez chwilę staliśmy w milczeniu przypatrując się sobie. Potem Harry powoli do mnie podszedł, całując. Nie odepchnęłam go od siebie, wręcz przeciwnie, każdy oddawałam, pogłębiając. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Wreszcie Harry wziął mnie na ręce i skierował się do swojej sypialni, nie przestając całować. Kopniakiem otworzył drzwi, po czym podszedł do łóżka i delikatnie położył mnie na nim w między czasie pozbywając się butów. Moje już dawno przepadły. Nie przerywając całowanie, położył się obok, a właściwie na mnie. Od razu włączyła mnie się czerwona lampka. Kochałam go, ale...
  - Harry! - wykrzyknęłam, gdy chłopak złapał za brzegi bluzki i zaczął podnosić ja do góry, ściągając. Loczek spojrzał na mnie zdziwiony. - J-ja.. Ja nie chcę. - dodałam ciszej. 
  Hazza nie odpowiedział. Podniósł się ze mnie i usiadł obok. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Ja bawiłam się swoją bransoletką, Harry gapił się w podłogę, tarmosząc moją bluzkę. Wreszcie podniósł się, rzucił mój podkoszulek koło mnie i wyszedł, trzaskając drzwiami.
  Zakryłam twarz rękoma. To nie tak miało, być... I znowu wszystko się wali! 
  Uderzyłam pięścią w otwartą dłoń i rzuciłam poduszka w wazon. Zwalił się, roztrzaskując na na drobne kawałki, lecz nawet nie zareagowałam. Skuliłam się w pozycji embrionalnej, pod pościelą, a słysząc trzaskające drzwi na dole i tłum reporterów, zaszlochałam cicho. 
______________________
Od Boddie:  Szczerze, nie podoba mi się... Jakoś tak... Źle mi się pisało... Nie tak, hm... "gładko" jak zawsze. Nie umiem sie lepiej wysłowić xD. A Wy co o tym sądzicie?



2 komentarze:

  1. Nie no błagam, za dużo tu tych tragedii :/
    Ale plus jest taki że to jedyne opowiadanie które tak jakby może przedstawiać prawdziwe życie, tak mniej więcej ;)
    Ale rozdział mi się podoba :3
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się podoba ale zgadzam się z koleżanką powyżej, za dużo tu tragedii :(
    Ale przynajmniej coś się dzieje :)
    Czekam :)

    OdpowiedzUsuń