wtorek, 21 sierpnia 2012

[20]-Skarbie... Obydwoje wiemy, że mnie kochasz. A ja ciebie. Georg zapakuj walizkę do auta.

Mia...
                       Spojrzałam na smutną twarz Cass i zrozumiałam, że nie jestem tu sama. Ona naprawdę cierpiała i było to wręcz namacalne. Przytuliłam się do niej mocniej gdy zaczął mówić Zayn. Nie chciałam tego słuchać. Wmawiałam sobie, że go nie kocham, że to Aron jest teraz ważny, ale nie umiałam.
   -Myślę, że... Gdyby nie one nie było by nas tutaj. Są nam bardzo bliskie zwłaszcza niektórym z nas. Chcielibyśmy by już zawsze były z nami. Takich przyjaciół szukać z świecą...-nim zdążył mówić dalej szybko wyłączyłam telewizor i wstałam.
  -Dość! Cass! Ja mam tego dość! Całe noce nie śpię, całe dnie próbuję czymś się zająć by nie myśleć o nich! Ja tak nie chcę... Ja chcę go przytulić... Powiedzieć, że mu wybaczam, ale nie umiem.-znowu się popłakałam. Cass nie płakała. Ale to chyba przez te nocne szlochy. Często słyszałam ją przez ścianę. Też płakałam, ale ciszej. Jej łzy już skończyły się, a ja nie mogłam znaleźć końca. Miałam wrażenie, że one nie znikną puki nie przestanę kochać tego łajdaka. Już nawet bałam się powiedzieć jego imię, bo zanosiłam się jeszcze większym szlochem. Przyjaciółka patrzyła na mnie szklanymi oczyma. Włosy miała w nieładzie, a usta wyschnięte i pogryzione. Znowu usiadłam koło dziewczyny i się w nią wtuliłam. Opadłyśmy razem na łóżko i wtulone w siebie płakałyśmy. Mijały sekundy, minuty, godziny... aż w końcu Cass wstałam i blado się uśmiechnęła.
   -Musimy to naprawić. Nie wiem jak... Znaczy... Ja muszę. W twoim przypadku odpowiedzialność spada na Zayna.-powiedziała chodząc w kółko. Ja nie byłam takiego zdania. Wydawało mi się, że to wszystko moja wina. Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Ruszyłam by otworzyć, ale Cassie mnie wyprzedziła. Otworzyła drzwi i wykrzywiła twarz w grymasie.- Czego tu szukasz?-spytała wysokiego blondyna. To był George. bałam się jak cholera, a jak zza niego wyszedł Aron myślałam, ze mnie rozniesie.- Przepraszam. Czego szukacie.-powiedziała dziewczyna. 
   - My do Mii.-powiedział Aron i wymijając chłopaka ruszył w moją stronę. Odsunęłam się o krok i wpadłam na ścianę. Plecy zaczęły mnie piec i nie miałam pojęcia do zrobić.
   - Aron ja nigdzie nie jadę. Ja cię już nie kocham.-powiedziałam spuszczając wzrok. Myślałam, że go to zaboli, ale on tylko wybuchł śmiechem. Wyjrzałam mu przez ramię i zobaczyłam jak Cass stoi oniemiała na środku salonu. Georg gdzieś znikł, a po chwili wrócił z moją walizką.
   -Skarbie... Obydwoje wiemy, że mnie kochasz. A ja ciebie. Georg zapakuj walizkę do auta.-powiedział zimnym głosem Aron. Szybko mu się wymknęłam i pobiegłam na górę. Ten chłopak chyba zwariował. Gdy byłam na schodach pociągnął mnie za nogi tak, że zjechałam na sam dół. Czułam na ciele pełno siniaków i zadrapań. - Po co uciekasz? I tak pojedziesz. Tatuś wyraził zgodę.-powiedział z uśmiechem, a gdy chciałam się wyrwać uderzył mnie twarz. On... Mój przyjaciel, który był mi najbliższy na świecie... W tamtej chwili marzyłam by zginąć wtedy po potrąceniu przez niego.
   - Co się z tobą stało?!-krzyknęłam z łzami w oczach. Dostrzegłam tylko jak Cass do kogoś dzwoni, a potem Aron przerzucił mnie sobie przez ramię. Cassie siedziała schowana za sofą, a gdy skończyła rozmawiać jak się okazało z Liamem było już za późno. Zostałam wrzucona do czarnego BMW należącego do Arona i zakneblowana. To już nie była wycieczka do Włoch to było porwanie!  Jeszcze zanim zamknął drzwi uderzyłam go z buta w twarz, a potem nie wiem co się ze mną działo. Chyba mi coś wstrzyknęli bo pierwszy raz od wyjazdu chłopaków spałam jak niemowlę.
***
                       Obudził mnie głos Arona. Chłopak trzymał moja głowę na swoich kolanach i bawił się moimi włosami. Usta miałam od kneblowane i chyba nawet wiem po co. Aron był niewyżyty seksualnie i wiedziałam to od dawna. Wiedziałam, że w końcu pocałunki śpiącego ciała mu nie starczą. Strach nie dawał mi spokoju. Nabrałam w usta śliny i widząc jak chce mnie pocałować splunęłam mu prosto w twarz.
   -Natychmiast mnie wypuść ty... Ty! Ty... Ah! Skurwielu!-wrzasnęła, a auto zatrzymało się gwałtownie co sprawiło, że zleciałam z siedzeń na ziemię. Nie mogłam ruszyć rękoma ani nogami, ale i tak się wierzgałam.
   -Grzeczniej proszę. Zaraz będziemy na miejscu.- czyżbym spała aż tak długo, że zdążyliśmy dojechać do Włoch? Chłopak widząc moją minę powiedział.- Nie jedziemy do Włoch. Hah... Jedziemy gdzieś, gdzie będziesz tylko moja.-powiedział i nim zdążyłam nabrać śliny namiętnie mnie pocałował.
_________________________
Od Chocolate997: Znowu wprowadzam zamieszanie. Jak ja to uwielbiam! Hah... Jeszcze można by kogoś załatwić i będę w swoim żywiole;D

3 komentarze:

  1. Genialnie ;) Pisz dalej ! Nie mogę się doczekać <3

    OdpowiedzUsuń
  2. KOLEJNY, JA CHCĘ KOLEJNY I TO SZYBKO ^^ *____________*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kombinatorka !
    hahaha :D
    Jesteś niemożliwa moja droga :)
    Dzięki tobie akcja nabrała niesamowitego tępa ;)
    Pięknie :)
    Podoba mi się <3
    Czekam :)

    OdpowiedzUsuń