sobota, 20 października 2012

[35] - Ty ją po prostu niszczysz od środka! Jesteś dla niej jak narkotyk, który powoli ją zabija, ale nie może skończyć, bo daje jej to za dużą przyjemność!

Cassie...
  Chodziłam w kółko po salonie, gryząc z nerwów wargę i bawiąc się swoimi palcami. Niedaleko, na kanapie leżała Mia, nieprzytomna, ale cała i zdrowa. W kuchni siedzieli Oliver i Zayn i o czymś rozmawiali. Ja zostałam wyproszona. 
  Powiem szczerze: znienawidziłam Zayna. Znienawidziłam siebie, że w ogóle mu pomogłam odzyskać Mię, choć tu usprawiedliwiałam siebie tym, że pomogłam nie jemu, lecz dziewczynie. Byłam na niego wściekła i najchętniej wyrzuciłabym go z domu. Przy małej pomocy Olivera, ale tam... 
  Wiedziałam jednak, że Mia nie wybaczyłaby mi tego później. jakoś więc musiałam znieść jego obecność. Choć przychodziło mi to z trudem.
  Źle się czułam karząc wybierać Harry`emu między mną a zespołem. Prawdę mówiąc nie wiem czy kazałam mu wybrać zespół czy przyjaźń. Chyba oba zawarte w jednym. Wstydziłam się tego. Wiedziałam jak ważni byli dla niego chłopcy i że nie opuściłby ich nigdy w potrzebie. Zachowałam się po prostu jak świnia, lecz byłam kierowana emocjami, a zwłaszcza wściekłością i bólem. Tak, prawdę mówiąc, chciałam by i on cierpiał tak jak ja, gdy dowiedziałam się o tym oszustwie. Wtedy. Teraz było mi to nawet obojętne. Nie chciałam go skrzywdzić, nie miałam takiego zamiaru. Byleby dał mi wreszcie spokój. Przysięgłam sobie zapomnieć. Tyle, że on nie dawał mi szans.
  Wreszcie zostałam zawołana do kuchni, w której na szczęście ujrzałam tylko Olivera - Zayn podobno ulotnił się do łazienki.
  - O czym rozmawialiście? - spytałam obojętnym tonem. Domyślałam się o czym, ale chciałam się upewnić.
  Oliver wzruszył ramionami i już otworzył usta by odpowiedzieć, gdy z salonu dobiegł nas krzyk. Krzyk Mi. 
  Natychmiast zerwałam się do biegu, wypuszczając z rąk kartonik z sokiem. Zaraz za mną w salonie zjawił Oliver. 
  - Mia! - wrzasnął Zayn i podał mi nóż. Cały zakrwawiony. Wzięłam go szybko i z przerażeniem stwierdziłam, że na brzuchu Mi widnieje kilka ran z których powoli sączyła się krew. Strach zastąpił gniew. 
  - Co ci odbiło?! - wykrzyknęłam.
  - Tu był Aron... - odpowiedziała cicho przyjaciółka. Myślałam, że zwariuje. - To ty rozerwałeś mi koszulkę? - spytała Zayna, ale ten tylko odparł, że był wtedy w łazience.
  Następne piętnaście minut spędziliśmy przekonując Mię, że Aron nie żyje i miała zwidy. Dziewczyna drżała w ramiona Zayna, który cały czas przytulał ją mocno do siebie. Wreszcie po pół godzinie, szatyn kazał się nam wszystkim rozejść. Przez kolejne pół godziny kłóciłam się z nim, dlaczego on może przebywać z Mią, a ja już muszę iść. Mia jakoś słabo próbowała nam przerwać tę kłótnie, aż wreszcie zasnęła. Do jej pokoju zaniósł ją Oliver, ponieważ ja z Zaynem całkowicie oddaliśmy się kłótni w której trochę go na powyzywałam. Ale on mnie też. 
  - Jesteś debilem! Takich jak ty powinno się leczyć! - wrzasnęłam już któryś raz z kolei.
  - Cassie, do cholery! Gdybyś nie była tak głupio uparta, wszystko by wyszło! - zawołał wściekły Zayn. - Chciałem dobrze! Chciałem pomóc!
  - Tylko, że coś nie wyszło! Mógłbyś się nie mieszać zawsze w nieswoje sprawy! - warknełam.
  - Ale za to ty masz do tego uprawnienia?!
  - Gdyby nie ja, najprawdopodobniej nigdy nie spotkałbyś już Mi! Siedziała przez ciebie cały czas w pokoju, płacząc i tnąc się! Ty w ogóle na nią nie zasługujesz! Nic tylko ją ranisz! To przez ciebie Mia jest w takim stanie, jakim jest! Ty ją po prostu niszczysz od środka! Jesteś dla niej jak narkotyk, który powoli ją zabija, ale nie może skończyć, bo daje jej to za dużą przyjemność! - wykrzyknęłam na cały głos. Zayn wpatrywał się we mnie zszokowany. W jego oczach dostrzegłam ogromny ból, gdy cofnął się pod ścianę. - Zayn, ja... Ja.. - zaczęłam dukać, zdając sobie sprawę, że przegięłam. Zraniłam go mocniej, niż on mnie.
  Szatyn odwrócił się do mnie tyłem, mówiąc cicho:
  - Wynoś się, Cassie.
  Przez chwilę stała w bezruchu, zaciskając usta. Przecież na tym mi zależało, prawda? Zranić go mocniej niż on mnie. Więc dlaczego teraz czułam tak okropny żal, ból i złość? Ale złość na siebie?
  Spuściłam głowę i odwróciłam się w stronę schodów. Dostrzegłam an nich Olivera, gapiącego się na nas z otwartymi ustami. Widział wszystko, przebiegło mi przez myśl. Ominęłam go, nie patrząc mu w twarz i wbiegłam do swojego [ tak nazywałam pokój gościnny, w którym przebywałam ] pokoju.
***
  Obudził mnie jakiś szelest za oknem. Zaświeciłam światło i zamrugałam porażona jasnym światłem. Gdy moje oczy przyzwyczaiły się już do jasności, na balkonie spostrzegła jakiś ruch. Wzięłam głęboki oddech przypominając sobie Greogra i to, jak wpuściłam go przez balkon do pokoju... Przez co niemalże wszystko potem zniszczyłam. 
  Podeszłam jednak ostrożnie do drzwi balkonowych i przylgnęłam do szyby. Widziałam w smudze światła padającej na taras, czyiś cień, nie potrafiłam mimo to zidentyfikować do kogo należał. Zmarszczyłam brwi, po czym wzięłam głęboki oddech uchylając delikatnie drzwi. Od razu otworzyły się szerzej, a do pokoju wszedł...
  - Harry - szepnęłam zdziwiona, nim chłopak zamknął mi usta pocałunkiem. 
____________________________
Od Boddie: Nawet mi się podoba. Początek niezbyt, ale potem już tak :D Mam nadzieję, że Wam też :P

2 komentarze:

  1. Mi też się podoba , bardzo xD Harry & Cassie <3
    Czekam na nn :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi również się podoba :)
    Czekam na rozdział Akwamaryn ;*

    OdpowiedzUsuń